Nicholas Winton i dzieci, które wyjechały z Pragi. Dwa niezwykłe pomniki na Dworcu Głównym30/9/2026 Przez praski Dworzec Główny – Praha hlavní nádraží – każdego dnia przewijają się tysiące ludzi. Większość spieszy się na pociąg, sprawdza numer peronu albo ciągnie za sobą walizkę. Tymczasem właśnie tutaj znajdują się dwa niezwykle poruszające pomniki związane z historią Nicholasa Wintona i dzieci uratowanych przed II wojną światową. Pierwszy zobaczymy na peronie 1. Przedstawia Wintona z dwojgiem dzieci i walizką. Drugi znajduje się w głównym przejściu prowadzącym na perony, pod historyczną częścią dworca z Fantovą Kavárną. To drzwi wagonu, na których szybie widzimy odciski dziecięcych i dorosłych dłoni. Oba pomniki najlepiej zobaczyć razem. Jeden opowiada o ratunku, drugi o pożegnaniu. Kim był Nicholas Winton? Nicholas Winton nie był żołnierzem ani zawodowym dyplomatą. Był młodym brytyjskim maklerem giełdowym. Pod koniec 1938 roku przyjechał do Czechosłowacji i zetknął się z dramatyczną sytuacją uchodźców, którzy po zajęciu Kraju Sudetów przez III Rzeszę znaleźli się w niebezpieczeństwie. Winton zaangażował się w organizację wyjazdów dzieci, przede wszystkim żydowskich, do Wielkiej Brytanii. Nie działał jednak sam. W Pradze i Londynie pomagała grupa osób, wśród nich m.in. Trevor Chadwick i Doreen Warriner. Sam Winton zajmował się przede wszystkim brytyjską stroną przedsięwzięcia – zdobywaniem zezwoleń, poszukiwaniem rodzin zastępczych oraz gwarancji finansowych wymaganych przez brytyjskie władze. W ciągu kilku miesięcy 1939 roku z Czechosłowacji udało się wywieźć 669 dzieci, w większości żydowskich. Osiem transportów dotarło do Wielkiej Brytanii. Winton miał wtedy zaledwie 29 lat. Rzeźba Nicholasa Wintona na pierwszym peronie Historię tę przypomina dzisiaj rzeźba stojąca na pierwszym peronie praskiego Dworca Głównego. Nie jest to typowy monumentalny pomnik bohatera ustawionego wysoko na cokole. Winton stoi właściwie pośród współczesnych podróżnych. Ma charakterystyczne okrągłe okulary, trzyma małego chłopca, obok stoi dziewczynka, a przy nich duża podróżna walizka. Cała scena wygląda tak, jakby za chwilę mieli wsiąść do pociągu. I właśnie w tym tkwi siła tego pomnika. W tle zatrzymują się współczesne pociągi, pasażerowie czekają na odjazd i przechodzą obok z walizkami – dokładnie w miejscu związanym z wydarzeniami z 1939 roku. Autorką wykonanej z brązu rzeźby jest Flor Kent, pochodząca z Wenezueli artystka mieszkająca w Londynie. Pomnik odsłonięto 1 września 2009 roku. Postacie dzieci również nie są przypadkowe. Dziewczynka została wymodelowana na podstawie wnuczki jednego z uratowanych dzieci. Chłopiec przypomina natomiast trzyletniego Hansiego, który dotarł ostatnim udanym transportem do Wielkiej Brytanii, ale zmarł kilka dni później. Na pomniku znajduje się również dedykacja dla Wintona i wszystkich osób, które uczestniczyły w organizacji ośmiu transportów. Upamiętnia ona jednocześnie 15 313 czechosłowackich dzieci zamordowanych w obozach koncentracyjnych. Pociąg, który już nie odjechał Data odsłonięcia pomnika – 1 września – nie została wybrana przypadkowo. Właśnie 1 września 1939 roku z Pragi miał wyjechać dziewiąty i największy transport, przygotowany dla około 250 dzieci. Nie odjechał. Tego dnia Niemcy zaatakowały Polskę. Granice zostały zamknięte i przygotowany transport anulowano. Według materiałów poświęconych działalności Wintona przypuszcza się, że niemal wszystkie dzieci znajdujące się na liście tego transportu zostały później deportowane do Terezína, a następnie do Auschwitz. Siedemdziesiąt lat później, dokładnie 1 września 2009 roku, z Pragi wyruszył symboliczny Winton Train. Historyczny pociąg przejechał trasą przez Niemcy i Holandię do londyńskiego Liverpool Street Station. Podróżowało nim 22 spośród uratowanych w 1939 roku dzieci wraz z rodzinami. W Londynie czekał na nich sam Nicholas Winton. Ratunek oznaczał również pożegnanie Liczba 669 robi wrażenie. Ale za każdą z tych cyfr kryło się konkretne dziecko i konkretna rodzina. Dzieci mogły zabrać ze sobą tylko niewielki bagaż. Jechały przez Niemcy do Holandii, stamtąd statkiem do Harwich, a następnie pociągiem do Londynu. Na Liverpool Street Station czekały rodziny zastępcze, które zgodziły się przyjąć je do swoich domów. Dla dzieci wyjazd oznaczał ratunek. Dla ich rodziców był jednak dramatyczną decyzją. Musieli wsadzić własne dziecko do pociągu jadącego do obcego kraju, nie wiedząc, kiedy – i czy w ogóle – jeszcze je zobaczą. W wielu przypadkach już nigdy do tego nie doszło. Większość rodzin dzieci, które pozostały w okupowanej Czechosłowacji, nie przeżyła wojny. I właśnie tej stronie historii poświęcony jest drugi pomnik na Dworcu Głównym. Pomnik Pożegnania – dłonie po dwóch stronach szyby Wracając z peronu 1 w stronę głównej części dworca, warto zatrzymać się w przejściu prowadzącym na perony, pod historyczną częścią dworca z Kawiarnią Fanty. Znajduje się tutaj Památník rozloučení – Pomnik Pożegnania (Farewell Memorial). Na pierwszy rzut oka wygląda jak fragment dawnego wagonu kolejowego. Najważniejszym elementem są drzwi, a właściwie znajdująca się w nich szyba. Widzimy na niej odciski dłoni – dziecięcych po jednej stronie i dłoni rodziców po drugiej. Pomnik jest kopią drzwi wagonu, jakim dzieci podróżowały do Wielkiej Brytanii. Został zainicjowany przez same „dzieci Wintona” i odsłonięty na Dworcu Głównym w maju 2017 roku. Symbolika jest niezwykle prosta. Dziecko znajduje się już w pociągu. Rodzic pozostaje na peronie. Między nimi jest szyba. Oboje przykładają do niej dłonie. A później pociąg rusza. Pomnik przede wszystkim dla rodziców To ważne, ponieważ Pomnik Pożegnania nie jest kolejnym monumentem poświęconym samemu Wintonowi. Upamiętnia przede wszystkim rodziców, którzy zdecydowali się wysłać swoje dzieci w nieznane, aby dać im szansę na przeżycie. Na tablicy obok pomnika możemy przeczytać, że jest on symbolem odwagi i miłości rodziców, którzy w latach 1938–1939, niezależnie od własnego losu, wsadzali dzieci do pociągów i ze łzami żegnali je, wysyłając w bezpieczne miejsce. Na końcu pojawia się krótkie zdanie: „Większość rodziców zginęła podczas Holokaustu”. Pod tekstem widnieje podpis: „Wintonovy děti” – „Dzieci Wintona”. To właśnie zestawienie obu pomników robi największe wrażenie. Na peronie 1 widzimy dzieci, które dostały szansę na życie. Przy Pomniku Pożegnania symbolicznie widzimy tych, którzy pozostali po drugiej stronie szyby. Przez dziesięciolecia mało kto znał jego historię Jest jeszcze jeden niezwykły rozdział tej historii. Po wojnie Nicholas Winton nie stał się od razu powszechnie znanym bohaterem. Przez dziesięciolecia jego udział w ratowaniu dzieci pozostawał szerzej nieznany. Winton zachował jednak dokumenty z 1939 roku. Znajdowały się wśród nich nazwiska dzieci, fotografie, korespondencja oraz informacje dotyczące brytyjskich rodzin, które je przyjęły. W 1987 roku materiały te trafiły do historyczki Holokaustu Elisabeth Maxwell. Dzięki temu historia zaczęła pojawiać się w brytyjskiej prasie, a następnie zainteresowała telewizję BBC. I wtedy wydarzyło się coś, czego Winton zupełnie się nie spodziewał. „Czy ktoś na tej sali zawdzięcza życie Nicholasowi Wintonowi?” W 1988 roku Winton został zaproszony do popularnego programu BBC „That’s Life!”, prowadzonego przez Esther Rantzen. Podczas pierwszego programu, wyemitowanego 28 lutego 1988 roku, siedział na widowni. Prowadząca opowiadała o dokumentach dotyczących transportów, po czym przedstawiła mu kilka dorosłych już osób, które jako dzieci przyjechały z Czechosłowacji do Wielkiej Brytanii. Winton nie wiedział wcześniej, że siedzą tuż obok niego. Jeszcze bardziej niezwykła scena wydarzyła się kilka miesięcy później, 3 lipca 1988 roku. Winton ponownie znalazł się w studiu. Tym razem większość publiczności stanowili ludzie uratowani w 1939 roku, o czym Winton również wcześniej nie wiedział. Esther Rantzen poprosiła osoby na widowni, które zawdzięczały Wintonowi swoje ocalenie, aby wstały. I wtedy ludzie siedzący wokół niego zaczęli masowo podnosić się z miejsc. Były to „dzieci Wintona” – tyle że prawie pół wieku później były już dorosłymi ludźmi. Nagranie reakcji Wintona, który nie mógł powstrzymać łez, stało się później jednym z najbardziej rozpoznawalnych materiałów związanych z jego historią. Jest w tej scenie coś niezwykle symbolicznego. W 1939 roku jako dzieci odjeżdżali z praskiego dworca, zostawiając rodziców na peronie. Prawie 50 lat później w londyńskim studiu telewizyjnym wstali jako dorośli wokół człowieka, który pomógł dać im szansę na życie. Kilka tygodni wcześniej, podczas konferencji poświęconej Holokaustowi, grupa uratowanych osób podarowała Wintonowi złoty pierścień z przesłaniem nawiązującym do tradycji talmudycznej: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”. Winton nosił go do końca życia. Nicholas Winton wraca do Pragi Kiedy jego historia stała się znana, Winton otrzymał liczne wyróżnienia. W 1998 roku prezydent Václav Havel odznaczył go Orderem Tomáša Garrigue Masaryka. W 2014 roku, mając już 105 lat, Winton otrzymał od prezydenta Miloša Zemana Order Białego Lwa, najwyższe czeskie odznaczenie państwowe. Zmarł 1 lipca 2015 roku w wieku 106 lat. Historia nie zakończyła się jednak wraz z jego śmiercią. Uratowane dzieci założyły własne rodziny. Według Sir Nicholas Winton Memorial Trust dziś około 6000 osób zawdzięcza swoje istnienie temu, że grupa 669 dzieci zdołała opuścić Czechosłowację przed wybuchem wojny. Dwa pomniki, które warto zobaczyć razem Jeżeli przyjeżdżacie do Pragi pociągiem, bardzo możliwe, że przejdziecie obok obu miejsc, nawet ich nie zauważając. Od razu po przyjeździe (np. Baltic Expressem, który tam właśnie się zatrzymuje) warto zatrzymać się na peronie 1, gdzie stoi Nicholas Winton z dwojgiem dzieci i walizką. Następnie warto zobaczyć Pomnik Pożegnania w przejściu pod Kawiarnią Fanty i przyjrzeć się dłoniom po dwóch stronach szyby. Nie są to dwa przypadkowe pomniki związane z tą samą osobą. Razem opowiadają historię, która rozpoczęła się właśnie tutaj. Najpierw było pożegnanie. Rodzice na peronie, dzieci w wagonach i dłonie przyciśnięte do szyby. Potem była podróż w nieznane. A prawie pół wieku później w studiu BBC te same dzieci – już jako dorośli ludzie – mogły wstać ze swoich miejsc i pokazać Nicholasowi Wintonowi, co oznaczało 669 uratowanych istnień. AutorNazywam się Michał Dzieńdziura i jestem licencjonowanym przewodnikiem po Pradze. W czeskiej stolicy mieszkam nieprzerwanie od 2011 roku, a od 2016 roku zawodowo oprowadzam polskich turystów. Jestem autorem przewodnika „Praga. CITYbreak”, wydanego w 2026 roku nakładem Wydawnictwa SBM, oraz członkiem międzynarodowego stowarzyszenia Przewodnicy bez Granic. Zapraszam do wspólnego odkrywania Pragi, a także innych niezwykłych miejsc na świecie wraz z zaprzyjaźnionymi przewodnikami z naszej międzynarodowej sieci.
0 Komentarze
Odpowiedz |
AutorMichał Dzieńdziura Kategorie
Wszystkie
|