|
Jeśli czytacie moje artykuły o Pradze, nazwisko Petr Brandl mogło już kilka razy rzucić się wam w oczy. Nic dziwnego. Gdy zaglądamy do praskich barokowych kościołów, wcześniej czy później natrafiamy na jego obrazy. Brandl był jednym z najwybitniejszych malarzy czeskiego baroku. Malował dla arystokracji, klasztorów i kościołów, otrzymywał prestiżowe zamówienia i należał do najlepiej opłacanych artystów swoich czasów. Można więc przypuszczać, że żył spokojnie i dostatnio. Nic bardziej mylnego. Historia Petra Brandla to opowieść o człowieku, który potrafił zarobić ogromne pieniądze, a jednocześnie niemal przez całe życie uciekał przed wierzycielami. Uwielbiał luksus, dobre jedzenie i wino, miał problemy z żoną, nie wywiązywał się z zobowiązań, wdawał się w konflikty, próbował nawet dorobić się fortuny na wydobyciu złota, a za długi trafił do więzienia. A mimo tego wszystkiego możni jego epoki wciąż chcieli mieć obrazy właśnie Brandla. Syn krawca, który został jednym z największych malarzy Czech Petr Jan Brandl urodził się w Pradze w 1668 roku. Nie pochodził z bogatej arystokratycznej rodziny. Jego ojciec był krawcem, a matka pochodziła z czeskiej rodziny chłopskiej. Młody Petr uczył się w jezuickim gimnazjum przy kościele św. Mikołaja na Małej Stranie, ale nauki nie ukończył. Około 1683 roku trafił natomiast do pracowni malarza Kristiána Schrödera, który był związany z cesarską galerią na Zamku Praskim. Dla młodego artysty była to znakomita szkoła. Mógł poznawać dzieła wielkich europejskich mistrzów i bardzo szybko okazało się, że sam dysponuje niezwykłym talentem. Brandl wypracował później charakterystyczny, dramatyczny styl. Światło wydobywa u niego postacie z ciemności, twarze są niezwykle ekspresyjne, a farba bywa nakładana grubymi, niemal rzeźbiarskimi warstwami. W jego malarstwie wskazuje się nawet pewne podobieństwa do Rembrandta. Talent miał ogromny. Z podporządkowaniem się zasadom było trochę gorzej Problemy zaczęły się wcześnie. Brandl nie palił się do funkcjonowania według zasad praskiego cechu malarzy. Ostatecznie został jego członkiem w 1694 roku, ale nawet później nie zawsze wywiązywał się z obowiązkowych opłat. Jeszcze wcześniej, w 1690 roku, miał trafić do więzienia po tym, jak podczas kłótni zranił swojego przeciwnika. Była to właściwie zapowiedź dalszego życia Brandla – ogromny talent połączony z charakterem, który regularnie wpędzał go w kłopoty. Zarabiał jak gwiazda i wydawał jak arystokrata W pewnym momencie Brandl stał się prawdziwą gwiazdą czeskiego malarstwa. Zamówienia składali u niego przedstawiciele najpotężniejszych rodów arystokratycznych. Pracował między innymi dla Černínów, Šternberków i Vrtbów, a także dla hrabiego Františka Antonína Šporka. Malował monumentalne obrazy ołtarzowe i portrety. Problem polegał na tym, że Brandl najwyraźniej nie zamierzał żyć jak zwyczajny malarz. Chciał żyć jak ludzie, dla których pracował. Według zachowanych informacji wydawał pieniądze na kosztowne wina, tytoń i inne luksusy. Miał korzystać z własnego powozu i służby. Zarabiał dużo, ale równie imponujące było tempo, w jakim pieniądze znikały. To właśnie ten paradoks sprawia, że jego historia jest tak fascynująca. Jeden z najlepiej opłacanych artystów swoich czasów przez większość życia miał problemy finansowe. Żona, dzieci i niekończące się spory o pieniądze W 1693 roku Brandl poślubił Helenę Klossovą, pochodzącą z rodziny artystycznej. Doczekali się dzieci, ale małżeństwo dalekie było od szczęśliwego. Z czasem Brandl coraz częściej przebywał poza domem. Helena zarzucała mu, że zaniedbuje rodzinę i nie przekazuje pieniędzy na utrzymanie dzieci. Spory o alimenty ciągnęły się przez lata i trafiały przed sądy. Sytuacja zaszła tak daleko, że Helena zwróciła się nawet ze skargą do cesarza Karola VI. Brandl oczywiście przedstawił cesarzowi własną wersję konfliktu, w której winę ponosiła przede wszystkim jego żona. Im więcej zarabiał, tym bardziej zadziwiające musiało się wydawać, że wciąż brakuje mu pieniędzy. Skoro malarstwo nie wystarcza, może… kopalnia złota? I tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza. Około 1710 roku Brandl zainteresował się wydobyciem złota w Jílovém u Prahy, mieście położonym niedaleko Pragi, którego okolice od średniowiecza należały do najważniejszych czeskich terenów wydobycia tego kruszcu. Brandl zaangażował się w przedsięwzięcie górnicze i przez kilka lat próbował swoich sił w poszukiwaniu złota. Wyobraźcie sobie jednego z najbardziej rozchwytywanych malarzy barokowych Czech, który zamiast kończyć zamówiony portret, interesuje się tym, co właśnie dzieje się w jego kopalni. To nie anegdota całkowicie oderwana od rzeczywistości. Brandl rzeczywiście tak bardzo zaangażował się w przedsięwzięcie, że jego działalność górnicza zaczęła konkurować z malarstwem o jego uwagę. Ostatecznie jednak złoto nie rozwiązało jego problemów finansowych. Wrócił więc do tego, co naprawdę potrafił robić znakomicie – do malowania. Brandl w Pradze – gdzie możemy zobaczyć jego obrazy? Jednym z najlepszych miejsc, żeby spotkać Brandla w Pradze, jest Břevnovský klášter, czyli klasztor na Břevnovie. W tamtejszej barokowej bazylice św. Małgorzaty znajduje się imponujący zespół jego obrazów ołtarzowych. Wnętrze świątyni jest zresztą świetnym przykładem tego, jak współpracowali najważniejsi artyści czeskiego baroku – architekturę tworzyli Dientzenhoferowie, a przy dekoracji pracowali między innymi Petr Brandl i rzeźbiarz Matěj Václav Jäckel. Na Brandla możemy natrafić również w samym centrum Pragi. Jego dzieło znajduje się chociażby w barokowym kościele św. Klemensa przy Klementinum, w bazylice św. Jakuba czy kościele Matki Boskiej Zwycięskiej. Wiele jego obrazów znajduje się dziś również w zbiorach praskiej Galerii Narodowej, zwłaszcza w Pałacu Schwarzenbergów. Dlatego Brandl będzie od czasu do czasu pojawiał się w moich artykułach. Zwiedzając barokową Pragę, trudno go po prostu ominąć. Nawet więzienie nie zatrzymało jego kariery W końcu wierzyciele dopadli Brandla na dobre. W 1728 roku został zatrzymany w Hradcu Králové z powodu długów i znalazł się w areszcie. Kilka lat później problemy powróciły i ponownie trafił do więzienia. W przypadku przeciętnego człowieka mogłoby to oznaczać koniec kariery. Ale Brandl nie był przeciętnym malarzem. W 1731 roku otrzymał ogromne zamówienie od cystersów z Krzeszowa na Śląsku. Z więzienia został zwolniony i pojechał malować monumentalne „Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny” oraz obrazy przeznaczone do bocznych ołtarzy klasztornego kościoła. Trudno chyba znaleźć lepsze podsumowanie jego życia: siedzisz w więzieniu za długi, ale jesteś tak dobrym malarzem, że na zewnątrz czeka na ciebie kolejne wielkie zamówienie. Ostatnia próba szczęścia – Kutná Hora Pod koniec życia Brandl znalazł się w Kutnej Horze. I nawet wtedy nie zrezygnował z marzeń o znalezieniu bogactwa pod ziemią. W 1734 roku ponownie próbował swoich sił w przedsięwzięciach związanych z górnictwem. Jednocześnie nadal malował – powstały wówczas jedne z jego ostatnich dzieł. Był jednak coraz starszy, schorowany i finansowo wyniszczony. 24 września 1735 roku Petr Brandl zmarł w Kutnej Horze. Człowiek, który w ciągu życia zarobił na swoich obrazach ogromne sumy, pozostawił po sobie przede wszystkim długi. Pochowano go w kościele Panny Marii na Náměti w Kutnej Horze. Geniusz, którego trudno było okiełznać Petr Brandl nie pasuje do wyobrażenia spokojnego barokowego malarza siedzącego całymi dniami przed sztalugami. Był artystą, przedsiębiorcą, poszukiwaczem złota i wiecznym dłużnikiem. Kłócił się z cechem, żoną, wierzycielami i zleceniodawcami. Brał zaliczki, a później zdarzało mu się nie dotrzymywać warunków umów. Zarabiał ogromne pieniądze, ale marzył o życiu arystokraty i wydawał jeszcze więcej. Jednocześnie był malarzem tak cenionym, że kolejne problemy nie zniszczyły jego kariery. I chyba właśnie dlatego warto zapamiętać jego nazwisko. Kiedy następnym razem podczas zwiedzania Pragi zobaczycie w barokowym kościele informację, że obraz ołtarzowy namalował Petr Brandl, nie będzie to już tylko kolejne nazwisko artysty. Za tym nazwiskiem kryje się człowiek, który malował dla najbogatszych ludzi w kraju, sam chciał żyć jak jeden z nich, szukał złota, uciekał przed wierzycielami, siedział za długi w więzieniu – i pozostawił po sobie jedne z najważniejszych dzieł czeskiego baroku. Odkrywaj Pragę razem z nami Historie takie jak ta pokazują, że Praga to znacznie więcej niż piękne kamienice, kościoły i zabytki. Za miejscami, które mijamy podczas spacerów, kryją się ludzie, skandale, ambicje i historie, których często nie znajdziemy w zwykłych przewodnikach. Jeśli chcecie poznać Pragę właśnie od tej strony, zapraszam na nasze wycieczki po Pradze w języku polskim. Podczas spacerów opowiadamy nie tylko o najważniejszych zabytkach, ale przede wszystkim o ludziach, wydarzeniach, legendach i ciekawostkach, dzięki którym miasto naprawdę zaczyna żyć. AutorNazywam się Michał Dzieńdziura i jestem licencjonowanym przewodnikiem po Pradze. W czeskiej stolicy mieszkam nieprzerwanie od 2011 roku, a od 2016 roku zawodowo oprowadzam polskich turystów. Jestem autorem przewodnika „Praga. CITYbreak”, wydanego w 2026 roku nakładem Wydawnictwa SBM, oraz członkiem międzynarodowego stowarzyszenia Przewodnicy bez Granic. Zapraszam do wspólnego odkrywania Pragi, a także innych niezwykłych miejsc na świecie wraz z zaprzyjaźnionymi przewodnikami z naszej międzynarodowej sieci.
0 Komentarze
Odpowiedz |
AutorMichał Dzieńdziura Kategorie
Wszystkie
|